Przejdź do treści

Suplementy bez zbędnych dodatków — jak czytać skład

16 lipca 2026 4 min czytania
Suplementy bez zbędnych dodatków — jak czytać skład

Wyobraź sobie, że bierzesz z półki siedem losowych suplementów… i okazuje się, że czterech z nich w ogóle nie powinno tam leżeć. No właśnie tak wyszło, kiedy Najwyższa Izba Kontroli wzięła pod lupę siedem przypadkowych preparatów i orzekła, że czterech z nich nie wolno było sprzedawać pod tą nazwą. Niby krótka liczba. Ale to ona tłumaczy, czemu temat „suplementy bez zbędnych dodatków — jak czytać skład” przestał być jakąś modą, a zrobił się raczej kwestią bezpieczeństwa.

„4 na 7 zbadanych przez NIK produktów nie mogą być sprzedawane, jako suplementy diety” — tak czytamy w raporcie Izby. I kontrolerzy poszli jeszcze dalej. „Kontrolerzy NIK zidentyfikowali w sieci 20 suplementów diety zawierających składniki niedozwolone” — podaje to samo opracowanie. Czyli to nie był jednorazowy wypadek przy pracy.

A teraz najlepsze, bo skala nadzoru robi wrażenie… odwrotne do tego, czego byśmy się spodziewali. W latach 2017–2020 do Głównego Inspektoratu Sanitarnego wpłynęło blisko 63 tysiące powiadomień o nowych preparatach. I co? „GIS poddał analizie zaledwie 11%” z nich — wynika z ustaleń NIK. A na jednego urzędnika przypadało miesięcznie jakieś 300 zgłoszeń. No to sami policzcie, ile tu da się realnie sprawdzić.

Suplementy bez zbędnych dodatków — jak czytać skład krok po kroku

Zacznijmy od jednej rzeczy, bo punkt wyjścia w sumie jest tylko jeden. Skład na opakowaniu podaje się według reguły z unijnego rozporządzenia 1169/2011 w sprawie informacji o żywności. Składniki wymienia się „w porządku malejącym według masy” — czyli mówiąc po ludzku: to, czego jest najwięcej, stoi na samym początku listy.

I dlatego właśnie pierwsze pozycje są najważniejsze. Jak przed witaminą czy minerałem widzisz długi szereg wypełniaczy, to znaczy, że tej substancji czynnej jest raczej tyle co nic. Najczęściej spotykamy takie dodatki techniczne jak celuloza, sole magnezowe kwasów tłuszczowych, dwutlenek krzemu czy maltodekstryna. Same w sobie nie są zakazane, spokojnie. Ale to one wypełniają nam tę kapsułkę.

Co kryją oznaczenia E na etykiecie

Tu robi się trochę formalnie, ale wytrzymaj. Substancje dodatkowe podlegają osobnym przepisom — rozporządzeniu 1333/2008 oraz specyfikacjom czystości z rozporządzenia 231/2012. Każdy taki składnik producent musi opisać nazwą kategorii i nazwą własną albo numerem E. Barwnik, słodzik, substancja przeciwzbrylająca — wszystko ma trafić na opakowanie. Nic nie powinno się chować pod dywan.

Co więcej, nasze polskie prawo wymaga konkretnej formy zapisu. Rozporządzenie Ministra Zdrowia w sprawie składu oraz oznakowania suplementów diety (tekst jednolity Dz.U. 2023 poz. 79) nakazuje, żeby informacje były podane po polsku, w widocznym miejscu, czytelne i nie do usunięcia. No i etykieta starta palcem albo wyłącznie po angielsku to taki sygnał ostrzegawczy… coś nam tu nie gra.

Gdzie najczęściej kryje się problem

Tylko uwaga, bo sama deklaracja na opakowaniu wcale nam jeszcze nie gwarantuje, że tak faktycznie jest. NIK przypomina, że badania biochemiczne losowych próbek wykazały obecność niedozwolonych substancji psychoaktywnych, bakterii chorobotwórczych oraz braki żywych kultur w preparatach probiotycznych. Wśród zakwestionowanych składników wymieniono między innymi johimbinę, ostarynę, DMHA i MK-677. Czyli coś, czego raczej nie chcemy mieć w swojej kapsułce.

A według ustaleń Izby weryfikacja zgłoszeń potrafiła się ciągnąć latami. „Najdłuższe analizy trwały od dwóch do niemal 14 lat” — podaje raport. I przez ten cały czas produkt już sobie spokojnie leży na półce, bo samo zgłoszenie do GIS wystarcza, żeby zacząć sprzedaż. W sumie trochę absurd.

To na co właściwie patrzeć przy zakupie? A mianowicie: kolejność składników na liście, obecność i liczbę dodatków E, formę witaminy albo minerału, zawartość substancji czynnej w przeliczeniu na porcję dzienną oraz to, czy producent w ogóle podaje pełny adres i numer powiadomienia. Resztę informacji o nadzorze nad rynkiem Inspekcja Sanitarna publikuje na bieżąco, a szczegóły wymogów znajdziesz w rozporządzeniu o oznakowaniu suplementów.

I jeszcze jedno. Dla osób po pięćdziesiątce, które łączą takie preparaty z lekami na receptę, ta lektura etykiety bywa ważniejsza niż samo dawkowanie. Podobny mechanizm sprawdzania składu opisaliśmy zresztą przy zakupie tańszych zamienników leków — w wielu przypadkach działa to mniej więcej tak samo.

A raport NIK kończy się jednym wnioskiem dla ustawodawcy — suplement powinien trafiać na rynek dopiero po weryfikacji zgłoszenia, a nie z dniem jego złożenia. I tyle, w sumie trudno się nie zgodzić.

Najczęstsze pytania

Jak czytać skład suplementów diety?

Zacznij od listy składników aktywnych podanej w kolejności malejącej ilości, a następnie sprawdź sekcję substancji pomocniczych. To właśnie tam kryją się wypełniacze, barwniki i przeciwzbrylacze, których wartościowy preparat powinien mieć jak najmniej.

Co to są zbędne dodatki w suplementach?

To substancje, które nie mają działania prozdrowotnego, a pełnią funkcje technologiczne — wypełniacze, barwniki, słodziki, otoczki czy środki przeciwzbrylające. Często dodaje się je dla wyglądu lub obniżenia kosztów produkcji, a nie dla zdrowia.

Jakich składników unikać w suplementach?

Warto ograniczać dwutlenek tytanu, sztuczne barwniki, zbędne słodziki (np. aspartam) oraz nadmiar przeciwzbrylaczy jak stearynian magnezu. Im krótsza i bardziej zrozumiała lista substancji pomocniczych, tym lepiej.

Czy suplementy diety są kontrolowane?

Suplementy podlegają jedynie zgłoszeniu do GIS i nie przechodzą takich badań jak leki. Kontrola NIK wykazała, że część preparatów w ogóle nie powinna być sprzedawana jako suplement, dlatego samodzielne czytanie składu jest kluczowe.

Co oznacza „czysty skład" suplementu?

Czysty skład to taki, w którym dominują składniki aktywne, a substancji pomocniczych jest minimum i są one bezpieczne. Brakuje w nim zbędnych barwników, słodzików i wypełniaczy maskujących niską jakość produktu.

Czy stearynian magnezu w suplemencie jest szkodliwy?

Stearynian magnezu to powszechny przeciwzbrylacz uznawany za bezpieczny w niewielkich ilościach. Problemem jest raczej jego nadmiar, który może świadczyć o tym, że producent stawia na łatwość produkcji zamiast czystego składu.

Źródła

  1. gov.pl