Dieta makrobiotyczna — zasady

Wyobraź sobie, że ktoś mówi ci, że talerz da się ułożyć tak, żeby był w równowadze… nie kalorycznej, tylko energetycznej. Brzmi dziwnie? No właśnie tak działa dieta makrobiotyczna, która od jakichś stu lat opiera się na pełnych ziarnach zbóż i tej całej filozofii yin-yang. I akurat w swojej najbardziej surowej wersji wciąż dostaje po głowie od instytucji medycznych, które ostrzegają przed niedożywieniem. Reguły spisał George Ohsawa, japoński filozof, gdzieś w latach 20. XX wieku. On łączył jedzenie z duchowością, no i fundamentem talerza zrobił właśnie zboża.
Ohsawa twierdził, że cały klucz do zdrowia siedzi w równowadze dwóch energii. Według niego idealna proporcja yin do yang w jedzeniu to 5:1. I na tym zbudował dziesięć kolejnych stopni diety, gdzie ten najbardziej restrykcyjny wycinał właściwie wszystko poza pełnymi ziarnami… czyli zostawało naprawdę niewiele.
Dieta makrobiotyczna: zasady i proporcje na talerzu
Standardowe wytyczne makrobiotyki rozpisują nam talerz w dość sztywnych widełkach procentowych. Pełne ziarna zbóż, a zwłaszcza ryż brązowy, mają zajmować „50–60%” jadłospisu. Warzywa to „20–30%”, a rośliny strączkowe razem z warzywami morskimi kolejne „5–10%”.
I dlatego makrobiotyka bywa mylona z weganizmem, choć to nie jest to samo. Produkty mają być nieprzetworzone, lokalne i sezonowe. I dodatkowo zwolennicy zalecają, żeby długo żuć każdy kęs i jeść dopiero wtedy, kiedy naprawdę czujemy głód.
W tej najwcześniejszej, japońskiej odmianie zniechęcano nawet do picia płynów, i to na każdym etapie diety. Ten akurat element budził później chyba najwięcej kontrowersji wśród lekarzy.
Czego makrobiotyka zakazuje na talerzu
Cukier i alkohol znikają całkowicie, koniec, kropka. Czerwone mięso, drób, jaja i nabiał dopuszcza się rzadko, a według części wytycznych nie częściej niż raz w miesiącu.
Tylko że lista wykluczeń sięga głębiej, niż się wydaje. Unikamy warzyw psiankowatych, czyli pomidorów, papryki, ziemniaków i bakłażana. Z talerza wypadają też szpinak, buraki i awokado, bo traktuje się je jako zbyt „yin”.
I tu jest sedno… bo to właśnie takie skreślenia odpowiadają za zarzuty o jednostronność diety. Im wyższy stopień, tym mniej grup produktów nam zostaje na talerzu.
Niedobory, przed którymi ostrzegają instytucje
Restrykcyjna makrobiotyka, bez produktów zwierzęcych, grozi konkretnymi brakami. Mowa o wapniu, żelazie, witaminie B2, witaminie D oraz witaminie B12. Opisano przypadki anemii z niedoboru B12 i żelaza u osób, które tak się odżywiały.
Najostrzej zabrzmiały głosy zza oceanu. W 1965 roku z powodu niedożywienia zmarł młody zwolennik tej najbardziej rygorystycznej wersji. Rok później wielka ława przysięgłych orzekła, że dieta w tej formie „stanowi zagrożenie dla zdrowia publicznego”.
A jeszcze dosadniej wypowiedziało się American Medical Association. W 1971 roku stowarzyszenie ostrzegało, że ci, co ją stosują, są w „wielkim niebezpieczeństwie” niedożywienia, a sama dieta „powinna zostać stanowczo potępiona”.
I co więcej, makrobiotyka bywała reklamowana jako metoda walki z rakiem. American Cancer Society zupełnie się od takich obietnic odcina. Organizacja odradza chorym, żeby polegali na niej jako „wyłącznej lub podstawowej metodzie leczenia”, a zamiast tego zaleca „diety o niskiej zawartości tłuszczu i wysokiej zawartości błonnika, oparte głównie na produktach roślinnych”.
Mimo wszystko dieta wciąż ma w Polsce swoich zwolenników, którzy chwalą ją raczej za ten nacisk na produkty nieprzetworzone i sezonowe. Dietetycy z Narodowego Centrum Edukacji Żywieniowej podkreślają natomiast, że każdy jadłospis, który wycina całe grupy produktów, wymaga kontroli składu krwi i suplementacji. Szczególnie ostrożni powinni być seniorzy, bo u nich niedobór B12 łatwo pomylić z objawami starzenia.
Najwięcej zastrzeżeń dotyczy jednak dzieci. Jak wskazują eksperci od żywienia, makrobiotyka w tej surowej wersji po prostu nie zawiera składników, których potrzebuje rosnący organizm.
Najczęstsze pytania
Co jeść na diecie makrobiotycznej?
Podstawą jadłospisu są pełne ziarna zbóż — przede wszystkim brązowy ryż — stanowiące 50–60% talerza. Warzywa zajmują 20–30%, a rośliny strączkowe i warzywa morskie kolejne 5–10%. Wszystkie produkty powinny być nieprzetworzone, lokalne i sezonowe.
Jakich produktów nie wolno jeść na diecie makrobiotycznej?
Całkowicie zakazane są cukier i alkohol. Wyklucza się warzywa psiankowate (pomidory, paprykę, ziemniaki, bakłażana), a także szpinak, buraki i awokado — uznawane za zbyt 'yin'. Czerwone mięso, drób, jaja i nabiał dopuszcza się według części wytycznych nie częściej niż raz w miesiącu.
Czy dieta makrobiotyczna jest bezpieczna dla zdrowia?
W surowej, restrykcyjnej wersji grozi poważnymi niedoborami: wapnia, żelaza, witaminy B12, B2 i D; opisano przypadki anemii. American Medical Association już w 1971 roku ostrzegało, że stosujący ją są w 'wielkim niebezpieczeństwie' niedożywienia. Łagodniejsze warianty, skupione wyłącznie na nieprzetworzonych produktach roślinnych, są oceniane przychylniej.
Czy dieta makrobiotyczna pomaga przy raku?
Nie ma na to dowodów — American Cancer Society wyraźnie odradza stosowania jej jako wyłącznej lub podstawowej metody leczenia nowotworów. Organizacja zaleca zamiast tego diety niskotłuszczowe, bogate w błonnik, oparte głównie na produktach roślinnych.
Czy dieta makrobiotyczna jest odpowiednia dla dzieci i seniorów?
Dla dzieci jest nieodpowiednia — eksperci wskazują, że surowa makrobiotyka nie dostarcza składników niezbędnych rosnącemu organizmowi. Seniorzy powinni zachować szczególną ostrożność, bo niedobór witaminy B12 — wysoce prawdopodobny przy tej diecie — łatwo pomylić z objawami starzenia.
Jakie suplementy brać na diecie makrobiotycznej?
Artykuł nie podaje konkretnych dawek, ale dietetycy z Narodowego Centrum Edukacji Żywieniowej wskazują, że jadłospis wykluczający całe grupy produktów wymaga suplementacji i regularnej kontroli składu krwi. Szczególnie narażone są poziomy witaminy B12, żelaza, wapnia i witaminy D.